
Mówi się, że obcokrajowcy trafiający do polskiej Ekstraklasy to drugi, trzeci, a nawet czwarty sort. I w sumie to prawda. Jednak od każdej reguły są wyjątki. W niemalże każdym ekstraklasowym klubie jest chociaż jeden stranieri, bez którego drużyna traci znaczną część swojego potencjału. Gdy zabieraliśmy się do pisania tego tekstu wynotowaliśmy sobie kilkunastu takich piłkarzy. Dla ułatwienia odrzuciliśmy zawodników pozyskanych dopiero latem i skupiliśmy się na tych już zadomowionych nad Wisłą. Oto pięciu najlepszych.
Manuel Arboleda
Hmm… w zasadzie to już chyba ostatnia okazja, by określać go mianem obcokrajowca, przynajmniej oficjalnie. Wszystko wskazuje na to, że „Maniek” niedługo będzie zakładał koszulkę w orzełkiem na piersi. Czy to dobrze, czy źle, to już inna historia. Faktem jest, że Arboleda to najlepszy obrońca w Ekstraklasie. Do Polski, a konkretnie do Zagłębia Lubin ściągnął go Franciszek Smuda, który później zabrał go ze sobą także do Lecha. Nic dziwnego, że obecny selekcjoner jest dla niego drugim ojcem. Środkowy obrońca Kolejorza jest nie tylko świetny w obronie, pod bramką przeciwnika także robi wiele dobrego i defensorzy rywali muszą nieustannie na niego „uwajać, uwajać”. W Poznaniu robią wszystko by go zatrzymać.
Semir Stilić
Bardzo często potrafi przejść obok meczu. Jednak wiele mu się wybacza, bo w każdej chwili może błysnąć. Jedno jego genialne zagranie jest na wagę złota. Nawet jeśli przez 90 minut go nie widać, nie znaczy, że zaraz nie dogra fenomenalnej piłki do napastnika czy nie strzeli z wolnego i będzie po sprawie. Swoją drogą, gdyby nie te przestoje to Stilicia już Polsce by nie było od dawna.
Edi Andradina
Brazylijczyk jest jak wino – im starszy, tym lepszy. Dla Korony niezbędny. Szkoda, że do Polski trafił, gdy miał już 31 lat. Mimo to jest jednym z najlepszych zawodników ligi. Nie jest typowym snajperem, ale w każdym sezonie ma blisko 10 bramek. A do tego, jak mało kto, potrafi świetnie dośrodkować. Świetnie zgrał się z Andrzejem Niedzielanem, uzupełniają się idealnie – „Wtorek” jest szybki i tylko czeka na prostopadłe podania od Ediego.
Aleksandar Vuković
W Polsce jest już od 9 lat, z dwiema półrocznymi przerwami. Mimo, że gra w Koronie, jest jednym z symboli Legii Warszawa. „Wojskowi” latem wydali aż milion euro na Ivicę Vrdoljaka i co prawda Chorwat nie zawodzi, ale dużo lepszym rozwiązaniem byłoby zatrzymanie przed dwoma laty Vukovicia. Nie dość, że tańszy w utrzymaniu, to jeszcze zawsze gryzł trawę, walczył za dwóch, a nierzadko za trzech kolegów – po prostu modelowy kapitan. Ale mimo tego „Vuko” nie widniał w planach Mirosława Trzeciaka i Jana Urbana. Obu w Warszawie już nie ma, a Serb jest jednym z liderów Korony. Oprócz umiejętności typowo piłkarskich ma jeszcze jeden ważny dla klubu atut – opiekuje się młodymi zawodnikami. To przy nim „dorastali” Ariel Borysiuk i Maciej Rybus w Legii, a ostatnio Cezary Wilk w Kielcach. Rola jaką Vuković odgrywa jest nie do przecenienia.
Hermes
Wprowadza wiele spokoju do gry Jagiellonii. Razem z Rafałem Grzybem tworzy jedną z najlepszych w lidze parę środkowych pomocników. Dzięki nim w ataku swobodę mają Marcin Burkhardt, Kamil Grosicki i Tomasz Frankowski. Dobrze zarówno odbiera piłkę, jak i ją rozgrywa. Cieniem na jego karierze jest tylko domniemany udział w aferze korupcyjnej, chociaż zawodnik zarzeka się, że o żadnych zbiórkach na sędziów organizowanych przez Dariusza Wdowczyka nie miał pojęcia, bo po prostu nie znał wtedy języka.
SG
loading...
loading...





