Nie ma powodów by się dłużej smucić mroźną aurą za oknem, bowiem szaloną kurację pozytywnymi dźwiękami, są nam gotowi zaaplikować muzycy z Les Ejéctés. Tak, tak, to muzyczny grzejnik, rozpalający do czerwoności nawet najbardziej zziębniętych melomanów. Francuzi bardzo polubili piastowskie ziemie i chętnie tu występują. Może wkrótce znów to zrobią? Koktajl muzycznych radości na bar!
Weterani francuskiej sceny reggae, którym w tym roku stuknęło całe 23 lata działalności artystycznej, dali już ponad tysiąc koncertów na całym świecie. Ale nie gościli tylko na scenach wielkich miast. Można ich było podziwiać choćby na małym festiwalu w Reykjaviku czy podczas obchodów „Dni Miasta” w Krotoszynie.
Steff Tej (wokal i gitara), perkusista Fred, trębacz Lolo i basista Philippe zaczynali od występów w kantynie. W spartańskich warunkach powstawały pierwsze dźwięki ska, na których potem oparł się trzon twórczości skompletowanej na debiutanckim krążku „Glauque City Tei” (1990). Często wyrzucani na bruk muzycy, postanowili nadać zespołowi właśnie nazwę „Wyrzuceni”. Managerowie klubów z pewnością nie wiedzieli co robią, bo żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie zrezygnowałby z ekipy, która w późniejszych latach koncertowała z Skatalites, Beastie Boys czy słynnym Deep Purple.
Steff Tej porównał kiedyś koncert do meczu tenisowego: odbijając muzyczną piłkę w stronę publiczności, ta wraca stamtąd z powrotem do artysty. Przyznał też, że jeżeli mowa o koncertowaniu w Polsce, to Les Ejéctés wysyła jedną piłkę, ale dostaje dwie. O sile brzmienia Wyrzuconych dziś decyduje żywiołowa 8-osobowa orkiestra grająca mocne i energiczne reggae z dużą dozą rocka i punka, a nawet hip-hopu.
Nie patrzcie na nich jak na dziadków, bo wciąż dziarsko i prężnie rozwijają swoją muzykę pozbawiając ją rutyny i oklepania. Nie wierzycie?
MC
loading...
loading...






