Dość głośno jest ostatnio o tzw. dopalaczach, a popularność głównie za sprawą mediów zdobył król dopalaczy – Dawid B. 23-latek z Łodzi, który dość szybko dorobił się fortuny na sieci sklepów z „artykułami kolekcjonerskimi”. Wielu z Was zapewne zastanawia się o co chodzi z tymi dopalaczami?
Historia dopalaczy w Europie jest dość odległa, w Polsce z tym zjawiskiem mamy do czynienia na większą skalę od roku 2008. Swą popularność zawdzięczały głównie gamą produktów, zachęcały potencjalnego „kolekcjonera” do kupna wymyślnymi, kolorowymi opakowaniami, no i najważniejsze: ich sprzedaż była całkowicie legalna. W tym czasie w naszym kraju pojawiły się pierwsze sklepy internetowe oferujące środki zwane dopalaczami. Potem sukcesywnie biznes dopalaczy rozrastał się, skutkiem czego nawet w mniejszych miastach można było znaleźć sklep z tym artykułami „kolekcjonerskimi”.
A czym właściwie są dopalacze?
Termin dopalacz wywodzi się z…. lotnictwa – jest to urządzenie stosowane w samolotach bojowych (rzadziej w cywilnych) w celu zwiększenia ciągu silnika turboodrzutowego, poprzez spalanie dodatkowego paliwa za turbiną. Daje to przyrost ciągu o kilkadziesiąt procent…
W slangu dopalaczowym są to środki, które mają działanie psychoaktywne, zazwyczaj nie znajdujące się na liście substancji kontrolowanych przepisami ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Stąd wywodzi się ich „legalność”. Ostatnio zaobserwować można było swoistą medialną „nagonkę” na producentów i dystrybutorów tychże środków, która szybko zaowocowała ustawą regulującą sprzedaż. Ustawa ma wejść w życie w ciągu miesiąca. Jest to de facto nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, ma ograniczyć handel dopalaczami i wprowadzić zakaz reklamowania środków spożywczych poprzez sugerowanie, że mają właściwości środków psychotropowych lub odurzających.
Czy odniesie ona zamierzony skutek pokaże czas, gdyż nie raz już historia pokazała, że osoby trudniące się biznesem dopalaczowym potrafiły obejść obowiązujące przepisy.
D.L.
loading...
loading...






Teraz, kiedy zamknięte zostały sklepy z „dopalaczami” ponownie odżyją i zaczną zarabiać uliczni dilerzy narkotyków. Czy właśnie o to chodziło, aby wznowić masową produkcję amfy???